Jagiellonia Białystok, pomimo dobrego startu rundy wiosennej, wpadła w dosyć spory kryzys. Duma Podlasia w ostatnich 7 spotkaniach ligowych zaliczyła zaledwie jedno zwycięstwo, co bardzo zmieniło jej postrzeganie w kontekście mistrzostwa. Z faworyta, którym wydawała się być na starcie rundy, stała się kolejnym klubem grającym w kratkę. Rewanżowe spotkanie z Fiorentiną wydawało się przykryć problemy, z jakimi od jakiegoś czasu mierzy się zespół Adriana Siemieńca. Czyja to jest wina? Działaczy, trenera, dyrektora sportowego, czy może samych piłkarzy? A może to sam projekt zaczyna powoli się kończyć?
Jagiellonia ma jeden problem, który wciąż się pojawia — Zadyszka
Gdybym robił ekstraklasowe bingo, na pewno umieściłbym w nim punkt: „Jagiellonia będzie mieć zadyszkę”. Nieprawdopodobne jest to, że praktycznie co rundę Jaga ma moment, w którym gra słabo. Można było to usprawiedliwiać w zeszłym sezonie, gdy drużyna z Białegostoku grała po raz pierwszy na dłuższą metę w Europie, ale teraz? Jest to, lekko mówiąc – dziwne. Każdy, kto ogląda naszą ligę dłużej niż tydzień, wie, że Jagiellonia to raczej jeden z lepiej zarządzanych zespołów. Mimo to dalej napotyka problemy, jakie ma drużyna ze środka stawki, a co pucharowiczowi już trochę nie przystoi. Ten problem akurat można byłoby przypisać każdemu zespołowi w ekstraklasie w tym sezonie, ale to głównie gorsza dyspozycja tych mocniejszych ekip sprawia, że ten rok jest wyjątkowo absurdalny. Nie twierdzę, że jest to tylko i wyłącznie wina Jagiellonii, ale dodali sporo od siebie.
Czy to jest wina trenera? I tak, i nie. Adrian Siemieniec ma swoich zaufanych piłkarzy, na których polega i nie ma się co mu dziwić. Dzięki nim Jaga jest w tym miejscu, w którym jest, ale mimo to widać po zespole, że coś przestało grać. Jagiellonia mocno polega na swojej legendzie, czyli Jesúsie Imazie, który ma już swoje lata. Dodatkowo Hiszpan gra praktycznie wszystko od pierwszej minuty i od kilku spotkań widać po nim zmęczenie. I tutaj pojawia się kolejny problem, bo teoretycznie Jaga pościągała zawodników, którzy mieli zapewnić rotację. Na pozycję „10” przyszedł Aziel Jackson i z początku wyglądał nieźle. Dobra zmiana z Widzewem miała być jedynie początkiem, a okazała się końcem, bo w późniejszym czasie Jackson niczego specjalnego nie pokazał. Do tego wtopy transferowe, takie jak Cantero czy Prip na skrzydłach i pojawia się problem.
W rundzie jesiennej ten problem nie był długo widoczny przez rewelacyjną serię Jagiellonii (18 spotkań bez porażki), lecz z czasem również się pojawił. Wniosek jest dosyć oczywisty — ostatecznie słabe okienko letnie. Nie można powiedzieć, że tragiczne, bo jednak przyjście Bernardo Vitala można rozpatrywać pozytywnie (nawet jeśli teraz gra gorzej). Leon Flach również nie jest złym transferem, a Dawid Drachal może dać coś ekstra w nieoczekiwanym momencie. Jednak jeśli porównamy kadrę Jagiellonii z tego sezonu do poprzedniego, widoczny jest regres.
#JAGWPŁ Jagiellonia Białystok – Wisła Płock 1:2. Jak samemu sobie szkodzić
Smutno. Po prostu smutno to wygląda. Gdzie jesteśmy, dokąd zmierzamy? Gdy wydawało się, że meczem z GKS Katowice udało się wrócić na dobre tory, Jagiellonia znów postanowiła sobie włożyć kij w szprychy.… pic.twitter.com/UViYftzVI1
— Kuba Seweryn (@KubaSeweryn) March 21, 2026
Łukasz Masłowski twarzą obecnej Jagiellonii?
Łukasz Masłowski już teraz zapisał się w historii Jagiellonii. To między innymi dzięki niemu klub sięgnął po mistrzostwo, Superpuchar Polski i z powodzeniem grał w Lidze Konferencji. Przez długi czas wydawał się być Midasem — kogo nie ściągnął, ten prędzej czy później odpalał. Niestety dwa ostatnie okienka zaczynają rujnować jego wizerunek. Mimo większego budżetu Jagiellonia wciąż stawiała na ryzykowne profile zawodników, co wcześniej działało, bo transfery takich piłkarzy jak Pululu, Czurlinow czy Wojtuszek to bardzo udane ruchy. Ale w końcu musiało się to skończyć. Letnie okno zostało wyraźnie przespane, a zimą oczekiwano już konkretnych wzmocnień. Nawet sam dyrektor Masłowski mówił na początku roku w jednym z programów, że transfery mają być szybkie, aby był czas na ich wprowadzenie
„Do końca przyszłego tygodnia powinniśmy mieć kadrę zamkniętą w 90%”.Łukasz Masłowski dla Meczyki.pl
Te słowa bardzo źle się zestarzały, bo kadra nie była zamknięta w tych wspomnianych 90%. Mało tego przez to, że niektóre ruchy się wysypały, dyrektor sportowy Jagiellonii musiał znowu ratować się dosyć ryzykownymi nazwiskami. Takim transferem na pewno jest Matías Nahuel Leiva, który jedną nogą był już w Płocku. Ostatecznie trafił do Białegostoku i nie można powiedzieć, że wygląda źle, ale to wciąż za mało. Trochę lepszy jest Szmyt i tutaj cały czas widać spory potencjał. Jednak czy na pewno jest on warty 700 tysięcy euro? Śmiem wątpić. Może dać sporo Jagiellonii w przyszłości, ale od takiego transferu oczekuje się więcej tu i teraz.
Nie chodzi mi o to, aby Łukasza Masłowskiego nazwać kimś, kto nie zna się na swoim fachu, bo to byłby skrajny idiotyzm. Jednak trzeba powiedzieć wprost, że ten sezon mu nie wyszedł. Zima nie przyniosła oczekiwanych zmian w kadrze, które dałyby odpowiednią jakość (szczególnie na skrzydłach). Ściągnięcie Bazdara, który jest ciekawy i już teraz potrafi dać konkrety, nie rekompensuje wszystkich zaległości kadrowych, jakie Jaga ma. Myślę, że przyszły sezon będzie kluczowy dla dalszej współpracy na linii Masłowski — Jagiellonia. Kontrakt dyrektora sportowego obowiązuje do końca sezonu 2026/2027.
Kac Jagiellonii po Florencji
Mecz rewanżowy z Fiorentiną na pewno w jakiś sposób odbił się na piłkarzach Jagiellonii. Pomijając oczywiste zmęczenie fizyczne, mógł pojawić się również spadek koncentracji w meczach ligowych. Patrząc na ostatnie występy drużyny Adriana Siemieńca, jest to całkiem prawdopodobne. Nie oznacza to, że piłkarze Jagi nie chcą wygrywać w lidze (bo chcą). Pokazali to choćby w meczu ze świetnym GKS-em Katowice. Problem w tym, że trudniej zmotywować się na spotkanie z Wisłą Płock, gdy chwilę wcześniej grało się z zespołem z Serie A. Nie umniejszając drużynie trenera Misiury różnica poziomów jest po prostu dosyć wyraźna. Do tego dochodzi zmęczenie i w ten sposób pojawia się kryzys.
Ten stan rzeczy może się jednak wkrótce zmienić. Przerwa reprezentacyjna może okazać się zbawienna dla Jagiellonii, która wreszcie dostanie chwilę na odpoczynek. To właśnie w niej można upatrywać szansy na poprawę. Trener Siemieniec zyska czas na pracę nad mankamentami, co może mieć kluczowe znaczenie w końcówce sezonu. Po przerwie zacznie się już prosta droga do finiszu ekstraklasy, więc jeśli Jaga ma się jeszcze „ogarnąć”, to jest to ostatni moment. Terminarz, mimo kilku wymagających rywali (Lech, Raków), wygląda całkiem korzystnie i daje szansę na dalszą walkę o tytuł. Problem w tym, że Jagiellonia nie może sobie pozwolić już na żadne potknięcie, jeśli wciąż myśli o mistrzostwie.

Jaga na podium czy poza nim, a może jednak mistrzostwo?
Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie, bo ten sezon już nie raz pokazał, jak bardzo potrafi być nieprzewidywalny. Każda kolejka przynosi nowe zwroty akcji, a układ tabeli zmienia się niemal z tygodnia na tydzień. Mimo to wydaje się, że Jagiellonia ma wszystko, by zakończyć rozgrywki przynajmniej na podium i zapewnić sobie miejsce w europejskich pucharach na kolejny sezon. Kluczowy może okazać się teraz moment oddechu. Przerwa reprezentacyjna przychodzi dla zespołu Adriana Siemieńca w idealnym momencie. Zawodnicy, którzy w ostatnich tygodniach byli mocno eksploatowani jak Jesús Imaz czy Afimico Pululu w końcu dostaną czas na regenerację. To może przełożyć się na lepszą jakość gry w decydującej fazie sezonu.
Walka o mistrzostwo wciąż pozostaje w zasięgu, choć sytuacja zaczyna się komplikować. Lech Poznań wygląda obecnie na zespół, który złapał odpowiedni rytm i na ten moment wydaje się najpoważniejszym kandydatem do tytułu. Nie oznacza to jednak, że Jagiellonię należy skreślać. Ten zespół już nie raz udowodnił, że potrafi wracać do gry w trudnych momentach. Dużym atutem pozostaje trener Adrian Siemieniec, który wielokrotnie pokazywał, że potrafi reagować na kryzysy i przekuwać słabości w atuty. Można się więc spodziewać, że również tym razem znajdzie rozwiązania, które pozwolą jego drużynie wrócić na właściwe tory. Przed Jagiellonią osiem kluczowych spotkań, który jest swoistym finałem sezonu. To właśnie teraz zaczyna się prawdziwy sprint o najwyższe cele. Na ten moment mistrzostwo może wydawać się mniej realne, ale w tak nieprzewidywalnych rozgrywkach wszystko wciąż jest możliwe. Jedno jest pewne końcówka sezonu zapowiada się niezwykle emocjonująco.